Rzecz będzie o budowaniu biznesu opartego na franczyzie osobistej czyli na modelu marketingu sieciowego. Zawsze twierdziłem, że jest to najlepszy sposób na rozpoczęcie przygody z biznesem. Przy minimalnej inwestycji na początku, przy minimalnym ryzyku (utrata równowartości inwestycji wstępnej) daje nieograniczone możliwości wzrostu i rozwoju.
I jest tylko jeden mały haczyk (no może kilka). Na pierwszej prezentacji wprowadzający zaczyna przedstawiać ci magię procentu składanego: zaproś trzy osoby do biznesu, one zaproszą trzy osoby i jest was już 13 osób, następnie każda z nich zaprosi 3 osoby i robi się 40 osób. Następne trzy osoby każdy i robi się kosmos. Jest to prawda, z tym że to tylko teoria. I nagle po dwóch trzech miesiącach stwierdzasz, że to nie działa.
Działa, tyko nikt na początku nie powiedział Ci, że musisz wyłączyć myślenie.
Wspomniałem o kilku haczykach, oto one:
- gdy zaczynasz, nie masz jeszcze efektów ani autorytetu – ludzie chcą widzieć natychmiastowy efekt, nie lubią odsuniętej w czasie gratyfikacji
- z pierwszym wiąże się następne – nie masz na początku efektów, więc znajomi sobie z ciebie kpią, odradzają ci, i demotywują
- „aby uzyskać uncję złota, trzeba przesiać 100 ton gruntu” – szczególnie na początku będziesz musiał zapytać wielu aby przyłączył się jeden do biznesu – myślę że jeden na dziesięciu to będzie dobry wynik
I tu musisz wyłączyć myślenie. Musisz zacząć robić dokładnie to co Ci powiedziała osoba, która zaprosiła cię do biznesu i zapomnieć o drodze na skróty.